Zespół Aspergera

Postanowiłam przenieśc bloga.

Znajdziecie nas na www.zespolaspergera.blogspot.com

Pewnie będę troszkę układać…

Do zobaczenia na nowej stronie :)

Mam nadzieję, że spodoba sie Wam bardziej a i ładować będzie się szybciej ;)

Bartkowy upadek z sanek skończył się stłuczeniem. Opatrzył go Mąż, bo przeszkolenie medyczne ma. Dla Bartka nie było to wystarczające. Podli rodzice z nas, bo przyłozylismy altacet. Bartek dość długo marudził, by ostatecznie stwierdzić, że „tylko dr Irenka mu pomoże”. Zatem w poniedziałek Mąż pojechał. Fascynacja rentgenem i rozmowy z ortopedą bezcenne…
Zadziwiające jak Bartek mówi o swoim bólu. Mówi o impulsach, które słabiej docierają, od impulsów przechodzi do pogadanki o przewodzeniu i zerze bezwzględnym. O złocie i innych materiałach, o pochyleniu ręki , czyli o tym, na ile stopni może mieć rękę rozwartą. Wyłuskać z tego ból bardzo trudno.

Dzisiejsza awantura… Nie wiem jak to jest, ale dzieci chyba żyją w innej czasoprzestrzeni. Bartkowi na autobus się nie spieszy, jakby ten autobus miał czekać na niego. Nie jestem dumna z moich krzyków ani skakania w miejscu z bezsilności, bo Bartek ma light. Bo wstał dużo wcześniej, ale ruchy ma jak mucha w smole. Rozmawiam przez telefon i nie zauważam, ze ma trzy minuty w plecy a zakłada dopiero pierwszego buta. Wiem, że to tylko emocje mną rządzą, ale co z tego, że wiem? Muszę wywrzeszczeć, muszę wytupać. A on do licha jeszcze wraca po pieniądze!!! Jezuniu… Czuję wstyd za samą siebie, że zachowuję się jak się zachowuję. Już w momencie dziania się moich krzyków wiem jak cholernie źle postepuję. Mogłam inaczej. I tak przecież nie przyśpieszył. Mogłam zawieźć go (mogłam!), ale czy o to chodzi? Może lepiej jak mu dupa zmarznie, gdy będzie czekał na drugi autobus? Teraz będzie zatykał uszy i będzie jeszcze gorzej niż gdyby się na ten cholerny autobus spóźnił. A może pojechał drugim, nie wiem. Czy jestem aż taka zła? Znam teorię, pojęcie inteligencji emocjonalnej nie jest mi obce, więc ki diabeł? Naprawdę musiałam wybuchnąć? Podjudzana jego beztroskim „w jednym bucie przecież nie pójdę” albo „jak mówisz do mnie, to przestaję się ubierać”. Boli mnie głowa, kłopot z reklamacją w banku, paradoksy całego świata i ten gówniarz, co przecież powinien mieć trochę odpowiedzialności, by wyjść o czasie.

Kiedy zaczynałam pisać bloga nie miałam jeszcze ustalonej konwencji, jakiegoś stylu, ścieżki, pisałam z przyzwyczajenia, dla pukładania myśli. Dzisiaj przy okazji wywiadu przyszła mi do głowy myśl, że to, co chciałabym uzyskać, cel mojego bloga, to zapisanie wszystkich sytuacji, o których sądzę, że mogą mieć coś wspólnego z ZA. Dziwne rozmowy, zakładanie rękawiczek, obsesje eksperymentów… Biegam po niektórych blogach w poszukiwaniu powiązań. Pierwiastka wspólnego. Wiem, że takowy jest trudny do uchwycenia, ale pewne podobieństwa „dziwności” do innych dzieci dają poczucie, że to właśnie ZA, że w tej sytuacji „to” się zadziało. Co z tego, że znam całą teorię, skoro jestem momentami bezradna? Uwikłana w analizę, czy coś ZA jest czy nie jest i pozostaje mi tylko zdać się na zdrowy rozsądek, odwołać do zasad, punktów i matczynej intuicji. Ale może można ustalić jakiś paradygmat? Znaleźć u siebie przykłady, porównać z innymi i odetchnąć z ulgą, że tu i tu trzeba działać tak i tak a nie błądzić po omacku?
Najbardziej Bartek przypomina Emila z bloga Wytrzymalskiej. Czy idzie wyciągnąć wzór zachowań? Nie ten książkowy, DcM-owski, , ten znam. Ja, nauczyciele Bartka, jesteśmy świadomi a jednak jak się dzieje to wahamy się w decyzjach i krokach.
Dlatego dobra jest „Codzienność…” , bo są przykłady. Wzoru mi brakuje.

Jak dzieci szybko rosną… Ani się obejrzysz i już masz w domu dwie nastoletnie gadziny. Diagnozę Bartka zaczynaliśmy trzy i pół roku temu, chociaż już wtedy byliśmy pewni, że to Asperger. Mam wrażenie, że w tym czasie pewne cechy ZA stały się bardziej wyraziste a inne sie ukryły. Przychodzą momenty, że w diagnoze wątpię, ale zawsze po tym następuje wielkue BUUUM, takie wyrwane iście z komiksu. Niemalże w chmurce ;)
Bartek potrafi rozmawiać na różne tematy, inne niż te „naukowe”. Schodzimy sobie do suszarni, idziemy na targ i rozmawiamy o pierdołach. O tym jak dobrze rozwiesić pranie, przyprawić kurczaka czy jeszcze innych, naprawdę zwyczajnych rzeczach. Bartek ma swoje „doroślackie” przemyślenia o tym, że „Kuba jest rozpieszczony” , „w tych obacach nogi połamiesz” i o „Krzyku” czy „Słonecznikach”. Jest po prostu całkiem zwyczajnie. Tak zwyczajnie, że stukasz się w głowę i zadajesz pytanie , czy to nie pomyłka?
Nauczona doświadczeniem wiem, że zespół aspergera to sinusoida. Raz filozoficzne dysputy o wszystkim i niczym, stoicki spokój a innym razem wielka awantura o źle użyte słowo i tylko „język nauki”.
Nigdy nie można zapominać o ZA, bo jak raz zwątpisz, tym większy dół, że „znów” jest „akcja”.
Cieszyć się trzeba, ale nie zapominać. Każde moje zwątpienie w diagnozę odchorowuję…
W sobotę pierwszy studencki zjazd. Nie wiem, czy się nie rozczaruję. Mam wrażenie, że przedmioty są wydumane, niewspółmierne do tego, co powinno się wiedzieć albo raczej tego, jakiej wiedzy ja oczekuję od socjoterapeuty. A może to moje oczekiwania są za wysokie?
Co potem? Myślałam o ukierunkowaniu na jakąś metodę pracy z Bartkiem. Mam jednak wrażenie, że wszystko to, to jakieś trendy. Potrzebuję czegoś na „codzienność”. RDI?


  • RSS